Praca, szkoła, śmierć, zaraz wpadnę w szał
Obrzydliwy dzień, nie wytrzymam tak
Czuję się, jak śmierć, jak nic, jak nikt, bez szans
Jestem jakoś tak, jak coś na prąd
Wreszcie matka noc, Korova mleczny bar
Piję koktajl z traw, ciepła chemia w drzwiach
I otwieram się na czas, na was, na świat
Kocham wszystkich was i nas i świat
Jak na imię masz i co brałeś dziś
Panoramiks, hasz i ekstazy miś
Rzeczywistość jest jak wielki czarny pies
Cicho skrada się i chce mnie zjeść
Gdzie ja jestem czy to ty
Wpadam w obłęd, nie mam sił
Mózg wysycha, pomóż mi
---
Czy jakaś piosenka mogłaby bardziej oddawać tok rozwoju mojego życia?
Chyba nie.
Ach, chociaż nie można tego nazwać rozwojem.
Jedynie destrukcja idealnie oddaje sens.
---

Nastrój:
tagi:
.
czwartek, 2.września.2010, 22:53
Wena, wena!
Czy to możliwe?
Zdobyłam się nawet na to, aby popisać sobie paznokieć do wymyślnego zdjęcia.
Niezmywalnie, fuck yeah!
Ostatnio wariuję.
Chyba ze szczęścia.
Nie chcę zapeszać, bo w taki sposób zazwyczaj się kończy.
"Wszystko zaczyna się od marzeń..." i zazwyczaj na marzeniach kończy.
To nie Lotto mnie zainspirowało, oj nie ^^
Jeśli miałabym się wypowiedzieć odnośnie mojego życia (a chyba powinnam :P), to zapomnienie otwiera drzwi.
Zapomnienie, wyzwolenie.
I oczywiście samoświadomość.
Dopóki jesteś niezdecydowanym, wiecznie rozmyślającym i próbującym cofnąć czas człowiekiem - zapomnij o prawdziwym życiu.
Carpe Diem!
Nie ze względu na knajpę do której nierzadko zaglądam :P
Trzeba zaprawdę uwierzyć w siebie, aby chwytać dzień bez konsekwencji i jednocześnie planować swoją przyszłość.
Bo życie z dnia na dzień wcale nie oznacza tego, że ktoś nie chce się ustabilizować.
Bez problemu da się rozgraniczyć te dwa pojęcia, nie tylko w teorii ;)
Dlaczego?
Żyję miłością.
Najpotężniejszym uczuciem jakie istniało kiedykolwiek.
---

Nastrój:
tagi:
.
środa, 17.lutego.2010, 12:58
Jak daleko posuniesz się, aby spełnić swoje marzenia, dotrzeć do celu lub spełnić zwyczajny kaprys? Czy istnieją granice, które wyznaczają zdrowe dążenie do spełnienia? A jeśli okaże się, że je odnajdziemy czy tak naprawdę najlepszym rozwiązaniem jest stosować się do nich?
Życie zadaje nam tak wiele pytań, bez których nie musielibyśmy się zbytnio przejmować tym, co dzieje się wokoło nas. Mijają dni, mijają pory roku. Odchodzi jesień, przychodzi zima. Tysiące płatków śniegu wirują w powietrzu, błyszczą w świetle jasnego, dziennego światła. Mróz daje się we znaki wszystkim. Większość ludzi martwi się z powodu zimna, porannej jazdy do pracy w niesprzyjających warunkach. Inni myślą jedynie o tym, jaka moda będzie panowała w tym sezonie na stoku. Niektórzy uważają wybór stroju za prawdziwą katorgę.
Chciałabym mieć takie zmartwienia. Chciałabym się oddać banalnej rzeczywistości. I aby moim jedynym zmartwieniem było to czy dobrałam odpowiednie gogle do nowych wiązań. Ostatnio czuję, że jedynym podobieństwem, które odczuwam wraz z szarą masą ludzi jest wszechogarniający chłód. Czy mi fizycznie zimno? Zdecydowanie nie. Moje myśli, uczucia zamarzły. Zostały porzucone na rozstaju dróg. Zimno, coraz zimniej. Będzie tak, aż nie zdecyduję się ruszyć jedną z dróg. A może lepiej byłoby cofnąć się do punktu wyjścia? Znowu pojawia się ogrom pytań, na które nie jestem w stanie odpowiedzieć. Z doświadczenia wiem, że cokolwiek bym nie zrobiła – i tak będzie źle. Podobno nie ma sytuacji bez wyjścia. Starałam się w to wierzyć aż do czasu, gdy mimo starań nie byłam w stanie wydostawać się z pułapek, w które wpadałam.
Powinnam sama sobie podziękować za utrudnianie życia, większość problemów powstaje w związku ze sposobem mojego działania i rzekomego ich rozwiązywania. Postanawiam jedno, przez jakiś czas trzymam się wytycznych założonych na początku, ale po pewnym czasie zaczynam robić drugie. Zazwyczaj kończy się tym, że wracam do punktu wyjścia i nie zmieniam w sobie nic. Dlaczego? Bo tak łatwiej, nie trzeba walczyć z nowymi przeciwnościami i przyzwyczajać się do nowych realiów, można poddać się i trwać bez nadziei w starym życiu. Niczym w ślepej uliczce, która w rzeczywistości taka nie jest, po prostu nie ma się już sił, by znaleźć ukryte wyjście do nowego świata. A może dlatego, że nie chciałam się zmieniać dla siebie tylko dla innych? Nie mówię, że nie bywałam konformistką w wielu sytuacjach. Ale to nie to. Zmieniałam się niczym kameleon, gdy widzieli mnie inni, gdy pragnęłam uprościć sobie drogę do obranego celu, ale w środku zastanawiałam się czy naprawdę chciałabym urodzić się taką osobą. Jakieś głupie wyrzuty sumienia, strach o to, że zatracam się pomiędzy dwoma „ja” – tym ukształtowanym przez życie, które do tej pory przeżyłam i tym wykreowanym przeze mnie, wykorzystywanym z premedytacją do manipulowania innymi. Bałam się, ponieważ nie wiedziałam czy ludzie darzą mnie sympatią z powodu mojego prawdziwego charakteru czy jedynie dlatego, że zachowuję się tak jak myślę, że chcieliby, abym się zachowywała w stosunku do nich. A jeśli polubili jedynie tę syntetyczną część mnie, gdyż nie zdołali jeszcze poznać prawdziwej mnie, co zrobiliby, gdybym pokazała swoje rzeczywiste oblicze? Wolę nie sprawdzać.
Ale wracając do zmian, a tak naprawdę samych chęci zmian, które kończą się porażką, być może nie zdołałam zmienić się na dłuższą metę dlatego, że to nie ja chciałam wprowadzić je w życie, to otoczenie wywierało na mnie wpływ, a ja czułam się w jakiś sposób zobowiązana do podjęcia kroków zmierzających ku temu. Przez jakiś czas trzymałam się postanowień (nie będących moimi), ale dosyć szybko przychodziła rezygnacja. Skoro wcale nie byłam przekonana o tym, że te zmiany miałyby wyeliminować moje złe cechy, po co się ich w ogóle podejmować, po co tyle zachodu? Gdybym miała sama wybierać, sama dla siebie, pozbywałabym się zupełnie innych zachowań. Generalnie nie istnieje tylko jedna droga prowadząca do tego samego celu, zazwyczaj mamy możliwość znalezienia alternatywy.
W tym momencie nasuwa się pierwsze, zasadnicze pytanie: czy potrafiłabym stać się takim samym człowiekiem, jakim chcą mnie widzieć ludzie, poprzez zrezygnowanie z innych niż narzucone przez nich wzorce zachowań? Pozostaje zastosować metodę prób i błędów, bo budowanie jakiegokolwiek teoretycznego modelu nie ma sensu, nie zadziałałby w tej sytuacji, rezultat mógłby być diametralnie inny. Kolejną sprawą jest zrozumienie. Czym są zmiany, o których użyteczności nie byłabym przekonana? Bezużyteczną stratą czasu. Zazwyczaj bywa tak, że zrozumienie i potrzeba skierowania swojego życia na inne tory rodzi się wówczas, gdy wplątamy się w sieć problemów, które od dawna krążyły wokoło nas, a my ich wcześniej nie chcieliśmy dostrzegać, banalizowaliśmy je. To taka zemsta losu, który postanowił dać nam solidnego kopa, byśmy w końcu się obudzili i nie zmarnowali sobie życia naszym złym postępowaniem, dopóki nie jest jeszcze za późno. Szkoda, że niewiele osób przekonuje się o podbramkowej sytuacji i ze zrozumieniem obraca postępowanie o 180 stopni, zanim zostają brutalnie potraktowani i sprowadzeni na ziemię.
Do czego tak naprawdę zmierzam? Przez bardzo długi czas żyłam bezkarnie myśląc, że każda krzywda, którą wyrządziłam, ujdzie mi na sucho, a pójście po najmniejszej linii oporu przyniesie takie same zyski jak staranne wykonywanie tych samych czynności, tyle że nie będzie wymagało poświęcenia. Nic bardziej błędnego. Teraz wiem, że nie da się przeżyć życia z radością, kiedy nie daje się z siebie wszystkiego i nie stara się ponownie wzlecieć, gdy nastąpi upadek. Ale, by się podnieść, trzeba się dowiedzieć, który czynnik zdeterminował to, że znowu jesteśmy w najgłębszej otchłani, zamiast cieszyć się zdobywanymi szczytami. Nie wystarczy się jednak tylko dowiedzieć, właśnie zrozumienie odgrywa tu kluczową rolę, a następnie chęć kształtowania siebie na nowo. Dopiero wtedy zaczyna się żmudny proces wędrówki ku lepszemu. Ja upadłam, lecz zrozumiałam i postanowiłam wyzwolić się z sieci problemów, blokujących mi możliwość cieszenia się życiem. To nie będzie łatwe, ale chcę to zrobić sama dla siebie, abym mogła w przyszłości spojrzeć wstecz i uznać, że nie mogłam lepiej zadecydować.
Udaję się zatem w drogę, krocząc nowymi ścieżkami i przestając co jakiś czas na rozstajach dróg zwanych wyborami. Kto wie, co przyniesie kolejny dzień?
Nastrój:
tagi:
.
piątek, 16.października.2009, 15:18
Kiedyś pojęcie i poczucie szczęścia było tak proste. Ciągły uśmiech, pozytywne dni i brak większych trosk o jutro wypełniały moje życie. Czasem zdarzał się gorszy dzień, ale szybko mijał. Po gwałtownej burzy zawsze wychodziło słońce rozświetlające wszystkie ścieżki, które przemierzałam. Podobno zaćmienie słońca zdarza się niezwykle rzadko, tak przynajmniej mniemałam do tej pory. Dlaczego więc w moim świecie panuje ponura noc bez jednej gwiazdy, nie mówiąc już o księżycu? Gdzie podziały się promienie słońca nie dające się pokonać nawet najgłębszemu mrokowi? Czy tak ma wyglądać koniec świata?
Tyle pytań, a odpowiedzi brak.
Ale ja wiem, że sama sobie jestem winna, gdyż z premedytacją zamknęłam przed sobą wszystkie drzwi do światła, gubiąc bezpowrotnie klucz, którym mogłabym je jeszcze otworzyć. Ignorowałam uczucia, liczyło się tylko moje zdanie i głupie odczucie pseudowolności. Niezdecydowanie oraz ignorancję traktowałam niczym wytyczne, receptę na spełnienie dające złudną satysfakcję. A teraz?
Teraz cały misternie wykreowany świat rozprysnął się jak kolorowa bańka mydlana, gdy wpadnie na cierń. Nie pozostały z niej ani kolory ani mieniące się kuliste kształty.
Nic.
Zawsze powtarzałam, że od każdej sytuacji jest odwrót, z większym lub mniejszym trudem można powrócić do stanu pierwotnego. Pierwszy raz zdałam sobie sprawę z omylności mojego osądu. Kiedy z całych sił pragnę zmienić bieg wydarzeń, wszystko przepada bezpowrotnie jakby nigdy nie istniało.
Przegrałam.
---

Nastrój:
tagi:
Zegar.
niedziela, 29.marca.2009, 12:00
Tyk, tyk - wciąż dźwięk słyszę po nocach
Brzmi dziwnie obco i złowrogo
Chociaż spadająca z traw rosa
Przy nim jest krzykiem i przestrogą
Czekam na wybicie godziny
Zdolnej leczyć złamane serce
Czas znów urządza sobie kpiny
Nic nie słychać, jestem w rozterce
Tykanie staje się hałasem
Nieznośnym, dręczącym bezsennie
Czy niefart przydarza się czasem
Czy mnie prześladuje niezmiennie?
Przybądź i przyprowadź ze sobą
Ten dźwięk przepełniony miłością
Zmęczona jestem Twą osobą
Związaną z Tobą niepewnością
---

Nastrój:
tagi:
Wiesz, ja również jestem człowiekiem
Od zawsze takim samym jak ty
Że trochę różnimy się wiekiem?
Śmieszne, taki argument jest zły
Czegoś chciałeś na wielkim starcie
Teraz mówisz, że się myliłam
Ja, głupia, myślałam, że wsparcie
W Tobie jest
Zyskane - straciłam
Niepotrzebne były spojrzenia
Uśmiechy zamarły w pół życia
Nadzieję na drobne rozmieniam
Obietnice są bez pokrycia
Jedni mówią: "stań znów do walki
Rozprostuj skrzydła, w siebie uwierz
Jak piękno motyla z poczwarki
On blask twój dostrzeże, zrozumie"
Ja wolę posłuchać tych drugich
Poczuć się nużącą zabawką
Przesiedzieć ten smutny dzień długi
W parku - z drewnianą, starą ławką...
---

Nastrój:
tagi: